Życie w małym mieście
Posted by Witka in POPODROZNE on maj 13th, 2012
Z racji tego, że zamieniliśmy duże miasto na małe postanowiliśmy zrobić rachunek sumienia i porównać człowieka w dużym i małym mieście.
Duże miasta charakteryzują się szybkim życiem i krótkim snem. Odwiedziny znajomych na drugim końcu miasta to wyprawa wymagająca tygodni planowań. Zakupy w centum wymagają minimum 2 godzin. Służba zdrowia… wizyta na fundusz w bieżącym półroczu graniczy z cudem. Kino to wydatek ok. 20 złotych z gratisową, 10-minutiwą projekcją reklam i efektami specjalnymi w postaci przestrzennych dźwięków zgryzanego popcornu. No i korki. Nieodzowny element dużego miasta. Siedzisz. I jedziesz. Stoisz. I jedziesz. Myślisz. Szukasz sensu. Analizujesz… rurę wydechową szczęściarza przed Tobą, który jest o 5 metrów bliżej celu niż ty. Mmmm cudowne błogie marnowanie czasu i cierpliwości.
Małe miasto. Rodzina i znajomi na wyciągnięcie ręki – planowanie spotkań nie jest konieczne bo i tak większość z nich spotykasz na ulicy. Zakupy na mieście – 30 minut. Wypad na drugi koniec miasta – 4 minuty. Na piechotę – 15 minut. Kino. 12 złotych, bez reklam i szelestu popcornów – dojazd 2 minuty. Dojazdy do pracy – 5 minut, Na piechotę – 15 minut. Lekarze. Od ręki, 5 minut. Stumilowy las – 5 minut. Krowa na pastwisku – 4 minuty. Jajka od szczęśliwej kury – 2 razy w tygodniu sprzedawane w papierowych torebkach. A ci przyjaciele z Wielkich Miast? Chętniej przyjadą w odwiedziny do małego miasta niż np. na Jeżyce. Nieprawdaż?
Anonimowość znika w małym mieście. No i ludzie bardziej ciekawscy. Czy to dobrze czy źle – nie potrafimy stwierdzić. Mieliśmy tonę anonimowości w Londynie. Chociaż zdarzało się, ze Risky spotkał kolegę z liceum na ulicy w naszej dzielnicy, a Witka spotykała znajomych ze studiów w metrze w swetrze . Świat jest mały. A w małym mieście świat jest jak mała nie-bezludna wyspa, która kończy się na pierwszej krowie 4 minuty stąd. Wszechwiedząca Pani z Warzywniaka, Rzeźnik Z Wąsem, Pani Słodka z Cukierni, Pan od Cebuli z wagą w dłoni – wszyscy cię znają, rozpoznają, rabaty dają, do Twojej torby zakupy pakują i bardzo cię szanują. Rymy częstochowskie się dzisiaj wkradają, ale chyba (dobrą) radę dają…
Małe miasto nam służy, niech się wielkie miasto nie oburzy.
Dwulicowość
Posted by Witka in POPODROZNE on styczeń 9th, 2012
Historia poniższa z gatunku tragikomicznych.
Jak można się domyślić w rolach głównych występują: Witka i Urząd.
Witka naiwnie zmieniła nazwisko. Teraz Risky is also her name. No ale czy to była przemyślana decyzja? Nie bardzo. No i w konsekwencji Witka jest Risky tylko dla wybranych. Oto dlaczego.
Po zawarciu związku małżeńskiego Witka przyjęła w imię romantyzmu i miłości nazwisko Riskiego. Naiwnie myśląc, że wszystkie ewentualne prozaiczne formalności, jak zmiany dokumentów pójdą szybko i łatwo. No bo miliony ludzi to robią i jakoś bólu nie ma przy tym. Oj naiwna dziewczyna.
Z dowodem osobistym nie było większych problemów. Bezpłatnie, w miarę szybko (3 tygodnie) i bezboleśnie. Kolej na prawo jazdy i dowód rejestracyjny… W wydziale komunikacji odrzuciło Witkę (choć to niełatwe było, bo WItka wtedy wysokiego kalibru, z Kaliną w brzuchu gotującą się na świat) na widok kolejek i tłumów. Z racji swojego stanu została uprzejmie przepuszczona przez bogu ducha winnych oczekujących z nieobecnym spojrzeniem, którzy wyglądali jakby czekali na sąd ostateczny.
Pan za ladą poinformował uprzejmie:
- wymiana prawa jazdy 84 złote, wymiana dowodu rejestracyjnego 86 złotych. Do wymiany dowodu rejestracyjnego potrzebne wypełnione te dwa dokumenty i tablice rejestracyjne.
- Że jak? Tablice rejestracyjne? dostanę nowe?
- Nie, musimy tylko nakleić hologram.
- A to ja sama nie mogę nakleić?
- Nie, musi pani przynieść tablice do urzędu, bo to urzędnik musi zrobić.
- O cheesas….a jak rejestruje samochód to nie muszę przedniej szyby przynosić, żeby urzędnik nakleił hologram…
- Tak, ale teraz musi pani przynieść. Tablice rejestracyjne. Nie szybę.
- A czy urzędnik nie może pójść ze mną, bo akurat nie wzięłam ze sobą wkrętarki, a śrubokręt pożyczyłam rano kolezance, ktora jechala do urzedu wojewodzkiego… a i schylać się nie mogę, bo jakby pan nie zauważył tutaj pod ladą zaawansowana ciąża, termin na za tydzień…
- Przykro mi, nie może. A na parkingu stoi pan, co za 10 zł odkręca tablice. Aha, no i wymiana dowodu kosztuje 86 złotych. To już chyba mówiłem…
- ALe przecież to nie moja wina, że państwo polskie wymaga wymiany dokumentów przy zmianie nazwiska. To nie powinno być bezpłatne??
-
- A może to ktoś za mnie zrobic? W sensie przyjsc i odkrecic te tablice i w ogole powalczyć z waszym wiatrakiem?
- Tak. To dodatkowo płatne 17 złotych. Za pełnomocnictwo.
- Acha.
KONIEC.
Powyższa historia delikatnie ukolorowana, ale wszystkie fuckty są prawdziwe. Niestety.
Witka ma więc dwa oblicza – ze starym nazwiskiem przed wydzialem komunikacji, z nowym dla wszystkich innych. Czy to legalne? Pewnie nie. Ale ją już to nie obchodzi. A za zaoszczędzone 200 złotych kupiła kalinowe łóżeczko…
Kilka życiowych prawd, których uczy nas niemowlak
Posted by Witka in POPODROZNE on listopad 21st, 2011
Macierzyństwo i tacierzyństwo nauczyło nas kilku podstawowych filozoficznych prawd i matematycznych zasad jakimi rządzi się świat młodej rodziny. Oto one:
- Ogromnym szczęściem rodzinnym nazywamy sytuację, kiedy uda się przespać nieprzerwanie 3h. Nie dotyczy to niemowlaka, który śpi nieprzerwanie ile chce i kiedy chce. Najczęściej najdłuższy jego sen przypada na porę największej aktywności rodziców.
- kupa przychodzi wtedy, kiedy zapina się ostatni guzik ubranka po wymianie pieluchy na świeżą; wielkość kupy jest wprost proporcjonalna do warstw ubioru i wysiłku włożonego w ubranie brzdąca; często towarzyszy temu niewinny i urzekający uśmiech winowajcy
- Najpiękniejszym dźwiękiem na świecie, uspokajającym i kołyszącym łagodnie do snu jest dźwięk suszarki do włosów. Na pełnej mocy. ‘Nie susz mi głowy’ nabiera nowego wymiaru;
- Trzecia w nocy to niekoniecznie noc. Zdania w rodzinie są mocno podzielone, a kto wygrywa w tym sporze to chyba oczywiste.
- powiedzenie ‘śpi jak niemowlę’ nie ma przełożenia na rzeczywistość i zostało najprawdopodobniej wymyślone przez bezdzietnego, starego kawalera, który widział niemowlaki jedynie na zdjęciach, na których zazwyczaj mają zamknięte oczy.
- Po wysiłku włożonym w przygotowanie bajecznego środowiska zabawy, w rozłożenie kolorowych zabawek, zawieszenie dyndających grzechotek, cudeniek – brzdąc i tak zainteresuje się jedynie własną dłonią. Czasami poszerzy swoje pole zainteresowania do rękawa.
- Skoczna muzyka może być najlepszą kołysanką
- Jedną ręką, i to zazwyczaj niepiśmienną, można zrobić prawie wszystko. Jednoręka sprawność manualna rodziców wzrasta wprost proporcjonalnie do wieku potomka
- Spacer po chodnikach to nuda. Najlepszy jest off-road, w stylu australijskiego outbacku, gdzie trzęsie i rzuca po ścianach. W Polsce na taki spacer dobrze sprawdzają się zwykłe drogi.
- Przy wizytach u lekarza należy zatykać uszy niemowlakom. W innym wypadku wszelkie zalecenia pediatry będą w domu bojkotowane. Tyczy się to w głównej mierze leżenia na brzuchu dłużej niż 3 minuty i spożywania witaminek.
- Jeżeli chcemy, aby dziecko nie ulewało musimy się odpowiednio ubierać. Najlepiej w stare, zużyte ciuchy. Im nowsza i piękniejsza na nas szata tym pewniej dziecko uleje nas po pachy
- Aktywność niemowlaka rośnie wprost proporcjonalnie do naszego zmęczenia i niewyspania
- Pierwszy kwartał życia dziecka sponsoruje literka ‘E’
- Powodów do uśmiechu jest sporo, ale najśmieszniejsza zawsze jest twarz rodzica. Im bardziej szara i zmęczona tym zabawniejsza.
- Największym marzeniem karmiącej mamy staje się czekolada. Podróż dookoła świata to przy tym bułka z masłem.
- Dieta bezmleczna mamy karmiącej uświadamia, że 90% posiłków w Polsce posiada coś z krowy.
- Roszada na stanowiskach kierowniczych w domostwie jest nieunikniona. Domownikami rządzi niewykształcony samozwaniec, nie wybierany w demokratycznych wyborach, który nie wie nawet jak wygląda alfabet i stosuje terrorystyczne metody, często okraszane przemocą.
Przeprowadzka
Posted by Witka in POPODROZNE on listopad 12th, 2011
Jak już wspominaliśmy w poprzednim wpisie mała istota imieniem Kalina pokrzyżowała nam szyki, wyprostowała sprawy i miesza dalej w naszych życiach. W swojej małej głowce ubzdurała sobie, że życie w dużym mieście jej nie bardzo odpowiada i z tego powodu przenosimy się do naszego rodzinnego miasta, 20 razy mniejszego od Poznania. Tam ma być jej najlepiej. I nam też podobno. Swoje trzy grosze do tej decyzji dorzuciła babcia Witki nagle znikając z tego świata… Analizując wszelkie wymiary życia, tabelkując za i przeciw wyszło nam, że Kalinka ma chyba rację…
Tak więc znowu się przenosimy. Bardziej na wschód tym razem… trochę się boimy, że to początek naszego odwrotu i podróży Poznań-Londyn ze wschodu na wschód… mamy nadzieję, że nie. Witka bardziej ma nadzieję, że nie. A Risky wręcz odwrotnie. Zobaczymy jak zdecyduje Kalina. Od nas tu już niewiele zależy
I znowu się pakujemy. Witka obliczyła, że to 15 przeprowadzka w jej dorosłym życiu. No ile można. Pakowanie idzie mozolnie i nie daje tyle radości co pakowanie plecaka w podróż dookoła świata. Mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś takie przyjemne pakowanie nas czeka. Tym razem nie dwa plecaki, ale trzy. No ale na razie skupmy się na kartonach.
Przeprowadzka za tydzień. W naszym poznańskim mieszkaniu będzie się mieścił klub malucha dla maleńkich dzieci. Zupełnym zbiegiem okoliczności zgłosiła się do nas Pani, która taki klub prowadzi. Coś nam się zdaje, że i tutaj Kalina maczała swoje nieskoordynowane jeszcze palce – załatwiła ziomalom niezłą metę u starych na chacie.
I kto tu górą…
Kwitnąca Kalina
Posted by Witka in POPODROZNE on październik 4th, 2011
Czerwiec minął.
Lipiec minął. Bardzo powoli. Czekaliśmy na naszą Kalinę bardzo długo. Dzień przed porodem, podczas setnego spaceru ‘wywoławczego’, znaleźliśmy przez przypadek krzak kaliny w naszych okolicach z resztkami białych kwiatów. No szykowała się kalina do owocowania!
Nasza Kalinka urodziła się 15 dni po terminie, po dosyć turbulencyjnym porodzie zakończonym cesarskim cięciem pod pełną narkozą. Risky twierdzi, że to on ją urodził w wielkich bólach, kiedy ja leżałam na haju. Nie jestem do końca pewna, czy to prawda, ale fakt faktem, że zna naszą córkę pół godziny dłużej niż ja.
Kalinka urodziła się 25 lipca i zakochaliśmy się w niej od pierwszego wejrzenia. Mała, pyzata, niełysa kruszyna zawróciła nam w głowach o wiele bardziej niż mogliśmy przypuszczać.
Sierpień minął. Szalony i smutny sierpień mijał powoli. Wyrył się w pamięci pierwszym świadomym uśmiechem.
Wrzesień jak ten czerwiec słoneczny mijał równie powoli. Odwiedziliśmy nasz krzak kaliny – teraz z czerwonymi pąkami owoców. Kalinka zaczyna nawiązywać z nami kontakt głównie przez uśmiechy i krzyk oraz niezawodną literę ‘E’. Nauczyła się ją odmieniać w wielu akcentach. I tak mamy E krótkie, stanowcze, Eeee flegmatyczne, południowowłoskie, E hiszpańskie, z zadziorem oraz szkockie eeergh. Pięknie. Jesteśmy dumni.
(obiecujemy nie zanudzać bezdzietnych czytelników zbyt częstymi opisami spraw niemowlęcych, jak np. konsystencja kup i częstotliwość ulewań, ale naprawdę robimy to z wielkim trudem)
No i masz babo październik.











